Palimpsest (gr. palimpsestos – ponownie zeskrobany) – starożytny lub średniowieczny rękopis zapisany na pergaminie, z którego został zeskrobany albo starty tekst wcześniejszy. W sensie przenośnym – tekst semantycznie wielowarstwowy, w którym spoza znaczenia dosłownego prześwitują znaczenia ukryte. (za: Słownik terminów literackich, Ossolineum)
Czy nie jest tak, że wszystko w naturze ma skłonność do układania się w warstwy?
Gleba, skała, lód, słoje drzew, muszle ślimaków – układają się warstwami, a każda z nich jest śladem czasu, w którym powstała, i coś o tym czasie mówi.
Także każde ludzkie pokolenie zostawia na ziemi ślady, które zostają przykryte śladami ich potomków. Tworzymy palimpsest złożony z niezliczonej ilości warstw.
Spod tynków prześwitują dawne napisy, które ktoś kiedyś postanowił tam umieścić. Na ścianach pałaców ukazują swoje pobladłe twarze freski, namalowane kiedyś czyjąś ręką. Wmurowane w posadzki kościołów marmurowe płyty nagrobne, które miały być niezniszczalne i trwałe, dziś są wygładzone i wypolerowane przez setki, tysiące stóp, które po nich przeszły.
Lubię odwiedzać stare miasta i miasteczka, zaglądać do starych budynków. Tak wyraźnie widać w nich ślady tych, którzy odeszli – ale przecież nie odeszli zupełnie. Każdy coś po sobie zostawił.
Chodzę po kocich łbach, ułożonych tak wiele lat temu. Oglądam starą góralską chałupę – pasterskie kostury, wełniane chusty, schodzone kierpce. Którędy chodziły obute w nie stopy? Dotykam toruńskich murów z czerwonej cegły: tyle rąk przed moimi dotykało tych murów, uszy dawnych mieszkańców miasta słuchały kroków krzyżackich wartowników, które odbijały się echem od ceglanych ścian. Tyle oczu, przez tyle wieków, spoglądało od wzgórza wawelskiego na Wisłę. I była to ta sama Wisła – choć zarazem zupełnie inna.
Spacerując po lasach i polach myślę o tym, że ziemia wszystko przechowuje i wszystko pamięta.
Czytam o pracach wykopaliskowych wokół starego grodziska w Małopolsce. Archeolodzy twierdzą, że po śladach widać, iż grodzisko spłonęło, ale że spichrze były pełne zapasów. Zebrane zboże było jednak niedojrzałe, mówią, zebrane w pośpiechu. Dlaczego?
Dzisiaj, w Zaduszki, myślę o nich wszystkich: o tych ludziach, których pamiętam i o tych, których nie znał i nie widział nikt z nas, bo żyli tak dawno. Wszyscy oni są tutaj nadal obecni. Ci, których znaliśmy, są wśród nas poprzez wspomnienia, pamiątki i fotografie. Ci, których znać nie mogliśmy, pokazują się nam poprzez to, co jest trwałym dziełem ich rąk albo myśli.
Nasza historia jest jak palimpsest, a nasza teraźniejszość – to jego wierzchnia warstwa, która właśnie powstaje.
Czy nasze ślady będą tak trwałe jak ślady naszych poprzedników? Czy ci, którzy przyjdą po nas, będą oglądać je z takim samym zachwytem i wzruszeniem?
Wspominam dziś tych wszystkich ludzi, od których dostaliśmy w spadku tyle piękna, mądrości, cennych myśli – i doświadczenia; tych, którzy podarowali nam bazę w postaci warstw, budujących naszą tożsamość. Oprócz wielkich rzeczy składają się na tę bazę miliony pozornych drobiazgów. To krzepiąca myśl na ten listopadowy dzień.