Zapowiedź! „Dusia. Duszyczka” nadchodzi!

Mili Czytelnicy!

Oto zapowiedź!

Cieszę się bardzo, że przed samymi wakacjami mogę Was powiadomić, iż moja nowa powieść, Dusia. Duszyczka, ukaże się wkrótce po Waszym powrocie z tychże wakacji. To znaczy: jesienią. Mam nadzieję, że na nią czekacie (na powieść, nie na jesień)! Albo dopiero będziecie czekali. 😉 No i, oczywiście – że się Wam spodoba!

Książka ukaże się nakładem Wydawnictwa BIS, a autorką okładki jest wspaniała Marta Rydz-Domańska.

Po bliższe szczegóły wróćcie po solidnym letnim wypoczynku! 😀

Latem…

Wróciłam znad morza!
Takie oto widoki przywitały mnie w domu w sobotni wieczór – a potem przyszła burza.

Teraz wracam do pracy. 🙂

Dzisiaj ostatecznie dopieszczam drugi z moich sekretnych przekładów, którymi zajmowałam się w ostatnim półroczu.

Zabawna sprawa z tymi przekładami! Jeden – z języka angielskiego, drugi – z francuskiego. Kompletnie różne teksty, inny czas powstania, inna konwencja, inne tematy i cele. A jednak: zaskakująco wiele podobieństw! W obu książkach główni bohaterowie samotnie dążą do poznania prawdy o świecie. Obaj wędrują po nieznanych sobie dotąd ziemiach, odkrywają nowe krainy i ich mieszkańców – choć każdy z innych pobudek. Obaj spotykają królów, którzy rządzą w szczególny sposób swoimi państwami. Obaj zdobywają nowych przyjaciół. To, co do tej pory wydawało im się dobrze znane, ukazuje swoje całkiem nowe oblicze; na drodze czekają ich zwątpienia, olśnienia, rodzą się pytania i przychodzą odpowiedzi. I obie te historie wcale nie kończą się happy endem…

Można by oczywiście uznać, że wielu jest literackich bohaterów, do których pasuje powyższy opis. A jednak: zabawnie jest dostrzegać niespodziewane zbieżności w dwóch na pozór niepodobnych tekstach, które tłumaczy się jeden po drugim.

Zasadniczą różnicą jest to, że jeden z bohaterów kieruje się sercem, a drugi – rozumem. Tak, co do tego nie ma wątpliwości.

Jeszcze troszeczkę, a będę mogła Wam zdradzić tytuły obu tych książek. Mam nadzieję, że okażą się dla Was miłą niespodzianką.

Planowałam po cichu, że kiedy już się uporam z tymi przekładami, po raz pierwszy od kilkunastu lat zrobię sobie wakacje totalne i dam odpocząć ciału i duszy, i umysłowi; że zrobię sobie czas przerwy, w którym nie musiałabym rozpisywać pracy w kalendarzu, odpowiadać na maile, pamiętać o terminach ukończenia przekładów i odesłania korekt i w którym pozwoliłabym sobie na niemyślenie o książkach, które zamierzam napisać. Ten ostatni punkt jest oczywiście w zasadzie niewykonalny (zawsze się myśli o nowych książkach… albo o tych, które się właśnie pisze), ale miałam zamiar trochę wyhamować, spróbować poświęcić kilka tygodni na całkowity relaks, bez jednej refleksji o jakiejkolwiek pracy. Zastanawiałam się tylko: czy ja tak w ogóle jeszcze potrafię? I czy na pewno będzie mi z tym dobrze? 😉

No i kiedy tak się zastanawiałam, spłynęło do mnie zamówienie na kolejny przekład. Tak się do niego zapaliłam, że zupełnie odechciało mi się robić przerwę wakacyjną 😀 Przynajmniej taką totalną, z głową wolną od wszystkiego – bo oczywiście mam w planach różne miłe wypoczynkowe wypady. Ale, rany julek, jak ja lubię ten mój zawód (podwójny)! 😀

Poza tym, przyznam się szczerze, od początku czułam w głębi duszy, że to odcięcie się od pracy mi się nie uda. Za bardzo mnie już świerzbią ręce (i wyobraźnia!). Pomysł na kolejną powieść-baśń obrasta w ciałko; wciąż o niej myślę! Jak miałabym nagle przestać?! Wiem o niej już coraz więcej, coraz lepiej znam jej bohaterów, coraz więcej scen widzę w głowie i wiem już, jak powinnam je opisać. Zasypiając wieczorem buduję dialogi. Czuję ciężar i nastrój tej historii (mroczny, tajemniczy, niepokojący), wiem, jak wieczorem pachnie powietrze w tym baśniowym świecie, wiem, jakie drzewa tam rosną i jakimi drogami chodzą mieszkańcy tej krainy – i ci zwyczajni, i ci zupełnie niezwyczajni. Jeszcze nie całkiem rozpracowałam to, w jaki sposób dotrą na koniec tych dróg, ale doskonale wiem już, co tam znajdą…

Potargowy Dzień Dziecka

W Dniu Dziecka – najlepsze życzenia dla wszystkich dzieci!

Czego mogłabym życzyć dzieciom? Chyba tego, żeby świat zawsze i wszędzie traktował je tak, jak na to zasługują: jak skarb i jak przyszłość. Żeby umiał o nie dbać, żeby pomógł im wykształcić pewność siebie, żeby zapewnił im należytą opiekę, bezpieczeństwo, beztroskę, rozwój i miłość. Żeby szanował ich pragnienie prawdy i niewinność. Żeby widział w nich potencjał.
A mówiąc „świat” mam na myśli nas, dorosłych. To wielkie zadanie i wielkie zobowiązanie.

Chcę też podziękować wszystkim dzieciom (oraz młodzieży!) i rodzicom, bibliotekarzom i nauczycielom, którzy odwiedzili mnie w sobotę na Warszawskich Targach Książki! Bita godzina nieustannych spotkań, rozmów, uśmiechów, uścisków – potężna dawna energii i radości! Jestem ogromnie wdzięczna za każdą wizytę, każdy uśmiech i każde dobre słowo. I za każdy prezent! Dostałam od Czytelników piękne zakładki do książek, bransoletki (np. taką, układającą się w napis: EMILJA 🙂 ), bryłkę rozłupanego sudeckiego agatu znalezioną na szlaku… Dziękuję! 🙂 Wspaniale było zobaczyć starych znajomych i zupełnie nowe twarze.

A dzisiaj pozdrawiam Was już z domu, podrzucam kilka fotek ze stolicy – a potem zabieram się za porządki, bo robota czeka (a na biurku bałagan…)! 😉

Słowo nad słowami – premiera przekładu

Wiedziałam, że to będzie piękna książka, ale efekt przerósł moje oczekiwania! Jest imponująca!

Wydana jak marzenie! Barwione brzegi, wstążka-zakładka, kolorowa kapitałka, fakturowana twarda oprawa, dyskretne złocenia i bardzo porządne szycie (co istotne przy blisko pięciuset stronach)… Plus wspaniałe ilustracje, w kolorach słońca, ziemi, piasku i skał, które, choć na swój sposób totalne, nie przytłaczają, a wręcz przeciwnie – nadają lekkość. Cudo! No i oczywiście treść, a raczej: Treść w świetnej formie, w sam raz dla dzieci.

Do tego czuję ogromną osobistą satysfakcję, bo to chyba jeden z moich najbardziej wymagających przekładów. Obszerny, naszpikowany ukrytymi cytatami, wymagający szperania w bibliotekach, odpowiedzialny.

Ogromnie się cieszę, że mogłam być częścią tego przedsięwzięcia! Jeszcze raz dziękuję Wydawnictwu W drodze za zaufanie i za zaproszenie do przetłumaczenia tej niezwykłej książki. 🙂

„Lapis” Najlepszą Książką na Wiosnę!

Mili Czytelnicy!

Z radością zawiadamiam, że Lapis, decyzją jury, otrzymał tytuł Najlepszej Książki na Wiosnę w tegorocznym wiosennym plebiscycie serwisu Granice.pl (kategoria: „Dla młodzieży”).

Bardzo dziękuję za wsparcie jurorów oraz za wszystkie głosy oddane przez Was! Jestem wdzięczna za absolutnie każdy z nich! 🙂

A jeśli ktoś z Was nie zna jeszcze tej mojej powieści, zachęcam gorąco – nada się w sam raz dla każdego, kto lubi zawiłe baśnie, niebezpieczne przygody, akcję, która dzieje się dawno, dawno temu, stare biblioteki pełne krętych korytarzy, budzące dreszczyk tajemnice oraz bohaterów, których da się lubić! 🙂 Wystarczy mieć jakieś 10 lat… ale i 110 będzie dobre!

Przy tej okazji chcę też bardzo podziękować Wydawnictwu BIS, które zdecydowało się na wznowienie Lapis – i cieszę się ogromnie, że książka stale zdobywa nowych czytelników! Hura! 🙂

Powieść dostępna jest w wersji papierowej oraz jako e-book.

Wielkanoc

Carl Bloch (1834-1890), „Jezus wyszydzany przez żołnierza” (1880)

.

.

Dzielę się odkryciem!

Zacznę jednak od tego, że dla mnie, tak zupełnie po ludzku, historia Męki Chrystusa jest rozdzierająca, i to z co najmniej kilku powodów. Dlatego, że Jezusa spotkała straszna zdrada. Dlatego, że został skazany na cierpienie i okrutną śmierć, chociaż był bez winy. Dlatego, że Jego losy ważyły się do ostatniej chwili i mógł tej śmierci uniknąć (choć przecież wiemy, że tak naprawdę była nieunikniona). Ale też dlatego, że jest to gorzka opowieść o nas, o ludziach. W historii Męki Pańskiej, poza jej Wielkim Tematem, odnajdujemy całą galerię ludzkich postaw – od najpiękniejszych i najszlachetniejszych po najbrzydsze i najpodlejsze. To opowieść, w której – jeśli zechcemy – możemy się przejrzeć jak w lustrze. Co w niej zobaczymy? Co zobaczymy w sobie samych?

Podobnie działa na mnie obraz, który tu dzisiaj zamieszczam, a który odkryłam przed kilkoma dniami. Zrobił na mnie wielkie wrażenie. Jezus, patrzący odbiorcy prosto w oczy ze spokojem, godnością, ale i przejmującym smutkiem (z bólem? Z wyrzutem?) zdaje się zadawać pytanie. Jakie to pytanie? Myślę, że każdy z nas usłyszy inne – i że każdy sam powinien sobie na nie odpowiedzieć.

Chyba na tym właśnie, między innymi, polega mistrzostwo tego dzieła: przemawia ono do naszego sumienia, zostawia przestrzeń dla osobistej interpretacji, a przy tym w jednej scenie, ograniczonej właściwie wyłącznie do dwóch – za to jakże wyrazistych i wymownych! – portretów (oraz mroku), pokazuje napięcie i rozdarcie; krzywdę, smutek, godność; nienawiść, gniew, pogardę; to, co ludzkie i to, co boskie. Tyle emocji!

Bardzo, bardzo do mnie przemawia ten mało znany obraz mało znanego malarza.

Dzielę się nim z Wami, bo uważam, że warto, poza tym lubię dzielić się z innymi tym, co piękne i dobre i co mnie porusza.

Myślę też, że jest to dzieło na dzisiejsze czasy. Może zresztą: na wszystkie czasy. Nic a nic się bowiem nie zmieniamy, my, ludzie.

A ponieważ nadchodzące święta są w swojej istocie bardzo radosne (choć poprzedzone smutkiem – ale tak przecież zawsze być musi, że jedno splata się z drugim), życzę Wam pięknej, dobrej Wielkanocy pełnej Światła (a nie mroku!).

_

Ciekawostka: obraz ten występuje co najmniej w dwóch wersjach; tę zamieszczoną poniżej można oglądać w kościele ewangelicko-luterańskim w Ordrup w Danii (Ordrup Kirke). Druga wersja znajduje się w zbiorach amerykańskiego Brigham Young University’s Museum of Art w Provo w stanie Utah. W sieci natknęłam się jeszcze na wersję bez żołnierza, ale trudno było mi znaleźć wiarygodne potwierdzenie (problem coraz bardziej powszechny…), czy rzeczywiście jest to dzieło Carla Blocha i czy istnieje naprawdę, fizycznie, jako płótno pędzla tegoż artysty.