Półtora miesiąca!

Jeszcze tylko półtora miesiąca i moja nowa powieść, Lapis, trafi do księgarń!

Właśnie naniosłam ostatnie, najostatniejsze poprawki i już w tym tygodniu tekst pofrunie do drukarni… A potem pozostaje tylko cierpliwie czekać! 🙂

.

.

Jeśli chcecie wiedzieć, o czym będzie Lapis i kim będą bohaterowie tej opowieści – zajrzyjcie TUTAJ.

Premiera 19 maja 2021!

.

Książka ukaże się nakładem Wydawnictwa Kropka, a autorką nastrojowej oprawy graficznej jest Katarzyna Bajerowicz.

Wielkanoc

.

Wiemy tylko, a i to w dużym stopniu dzięki bezpośredniemu doświadczeniu, że zło trudzi się – z wielką mocą i nieustannym sukcesem – na próżno: zawsze jedynie przygotowuje glebę dla niespodzianego dobra – ten cytat z listu J.R.R. Tolkiena do syna Christophera (tłum. Agnieszka Sylwanowicz) bardzo zapadł mi w serce i pamięć.

Przekazuję go Wam zamiast życzeń w tym (kolejnym) dziwnym roku, który przynosi jakby więcej niż zwykle niepewności, zamętu, znużenia i niepokoju. Z jednym zastrzeżeniem: nie jestem pewna, czy można mówić o „nieustannym sukcesie” zła, skoro jednak Dobro (a z nim i Prawda) zawsze i mimo wszystko ostatecznie zwycięża. Chyba że owym „sukcesem” jest fakt, iż czasem wątpimy w zwycięstwo.

.
Nie wątpmy więc!

.
Wesołego Alleluja!

.

_

ilustracja: Michaił Niestierow, Zmartwychwstanie Chrystusa (1922)

Dzień Pisarza – i zapowiedź!

Dzień dobry, mili Czytelnicy!

Przyjemnym trafem właśnie dzisiaj, w Dniu Pisarza (który obchodzę, jak na przedstawicielkę tego zawodu przystało, przy biurku…), mogę pokazać Wam okładkę mojej nowej powieści dla dzieci starszych (9+) i młodzieży młodszej (ale właściwie może także dla tej nieco starszej?).

.

.

Kiedy po raz pierwszy ujrzałam Lapis, jaśniało w słońcu, misterne jak rzeźba z kości słoniowej.

Ogarnął mnie zachwyt (…). Nie wiedziałam wtedy jeszcze, że Lapis jest miastem z legendy, a świetliste mury, które tak mnie zachwyciły, kryją mroczne tajemnice (…). Ta historia ma początek w odległych, legendarnych czasach, dawno, dawno temu, kiedy powstało Lapis i zrodziła się Poczwara.”

Pewnego dnia wskutek niecnego spisku włodarzy miasta Lapis, życie Tobiasza – młodego architekta o złotym sercu – i jego mądrej, dobrej żony Elżbiety, wywraca się do góry nogami. Na domiar złego ich ukochane miasto w ciągu jednej nocy zostaje niemal całkowicie zniszczone przez złowrogą siłę, kryjącą się w podziemiach.

Pięćdziesiąt lat później do odbudowanego Lapis przybywa Irenka. Ta oczytana, ciekawa świata i nieco zbuntowana dziewczynka postanawia zgłębić tajemnice miasta i dowiedzieć się, dlaczego o pewnych sprawach się tu nie rozmawia. Czy uda jej się rozwikłać wszystkie zagadki? Czy Poczwara to tylko stara legenda? Co się stało z Elżbietą i Tobiaszem i skąd w Lapis latarnia morska, skoro nigdy nie leżało nad morzem?

Lapis” to pełna przygód i mrocznych tajemnic opowieść o rezolutnej, nieustraszonej dziewczynce, skomplikowanej ludzkiej naturze, samotności, miłości, przyjaźni i odwadze. Przede wszystkim jednak to historia o potędze słowa i o tym, że nie można go lekceważyć, bo bez niego – nic nie ma znaczenia.

(z opisu wydawcy)

.

Pisałam tę książkę z wielkim zapałem i radością (ale i w pocie czoła!) – a już wkrótce, ozdobiona niezwykłą, nastrojową okładką i takimiż ilustracjami przez wspaniałą Katarzynę Bajerowicz, ukaże się ona nakładem Wydawnictwa Kropka.

PREMIERA 19 MAJA 2021!

Nowe przekłady na horyzoncie!

Nowy rok rozpoczął się z przytupem: najpierw podwójną nominacją w plebiscycie Lokomotywa, potem nominacją w największym plebiscycie czytelników Książka roku 2020 Lubimyczytac.pl i Allegro (nawiasem mówiąc, będzie mi bardzo miło, jeśli zechcecie oddać głos na moją Przepowiednię nominowaną w kategorii „Literatura dziecięca” – głosować można TUTAJ do 28 lutego). Tymczasem mija kolejny miesiąc, a wydarzenia nie zwalniają tempa!

Już w najbliższą środę, 24 lutego, będą miały premierę aż cztery przetłumaczone przeze mnie książki dla dzieci – polecam je Waszej uwadze! 🙂

.

Pierwsza z nich to absurdalna, szalona, zabawna i pełna uroku rymowanka Alana Millsa Żarłoczny koziołek – ze świetnymi ilustracjami Abnera Graboffa. Idealna do wspólnego czytania i wspólnego zrywania boków! 🙂

Książka druga, Na okrągło (tekst: Blossom Budney, ilustracje: Vladimir Bobri), to rymowanka dla uważnych i spostrzegawczych: o tym, że otaczają nas (sic!) okrągłe przedmioty i że okrągłość jest formą zadziwiająco powszechną w świecie (skądinąd okrągłym…).

Oba tytuły ukażą się w Wydawnictwie Kropka.

.

Kolejne dwie książeczki to 7 i 8 tom Nierozłączek Annie Barrows – nowe śmieszne (i pouczające zarazem) przygody zabawnych i zadziornych przyjaciółek, Lilki i Pestki.

Jeśli już znacie Nierozłączki, nie trzeba Was zachęcać do lektury; jeśli zaś nie znacie – to macie trochę czasu, żeby nadrobić zaległości i w oczekiwaniu na premierę przeczytać wcześniejsze części!

Obie książki ukażą się nakładem wydawnictwa HarperKids.

.

Spodziewam się, że niebawem wrócę do Was z kolejnymi zapowiedziami – zaglądajcie! 🙂

Książka Roku 2020 – głosowanie!

Mili Czytelnicy!

Z całego serca dziękuję za Wasze wsparcie i poparcie, oraz za wszystkie głosy oddane na książki O kolędach. Gawęda i Była raz starsza pani w plebiscycie Lokomotywa.

Tymczasem wczoraj nadeszła kolejna dobra wiadomość!

Moja powieść dla starszych dzieci, Przepowiednia, została nominowana w Plebiscycie Książka Roku 2020 lubimyczytać.pl i Allegro, w kategorii Literatura dziecięca.

Dziękuję Lubimyczytac.pl za to miłe wyróżnienie, a wszystkich Czytelników zachęcam do udziału w plebiscycie: masa książek, na które można głosować, w aż 13 kategoriach (plus jedna kategoria dodatkowa!). Sprawdźcie TUTAJ!

Plebiscyt trwa do 28 lutego.

Krzysztof Kamil Baczyński

W podręczniku do siódmej albo ósmej klasy zamieszczony był jego wiersz. Zupełnie nie pamiętam, który, ale omawialiśmy go na lekcji polskiego.

Coś w tym wierszu, podpisanym nieznanym mi dotąd nazwiskiem „Krzysztof Kamil Baczyński”, przemówiło do mnie bardzo mocno, na tyle, że natychmiast zapragnęłam przeczytać więcej utworów tego poety.

W domu okazało się, że mamy stosowny tomik – mama od razu zdjęła go z półki, a ja porwałam, żeby czytać.

I przepadłam.

Lektura tych wierszy była jak odkrycie nowego lądu – natychmiastowe olśnienie. Chyba wtedy po raz pierwszy zaczęłam przeczuwać i rozumieć, czym jest i czym może być POEZJA.

Nie były to przecież pierwsze wiersze, jakie czytałam. Nie były to też pierwsze bardzo dobre wiersze, jakie czytałam, ani też pierwsze, dające do myślenia. Ale po raz pierwszy – trafiły prosto w serce.

Z pewnością nie wszystkie je wówczas w pełni rozumiałam, nie wszystkie potrafiłam zinterpretować – ale przemówiły do mnie nieznanym dotąd językiem i natychmiast stały się bardzo bliskie.

Maminy tomik wrócił do swojej właścicielki, kiedy wyszperałam u babci osierocony bliźniaczy egzemplarz: zostawił go wujek Stanisław, udając się na emigrację. Teraz ta książka trafiła do mojej własnej biblioteczki.

Ale wciąż było mi mało. Kiedy więc przeczytałam już wszystkie wiersze po wielekroć, a niektórych nauczyłam się na pamięć, znalazłam na kolejnej z przebogatych maminych półek książeczkę „Krzysztof Baczyński” Kazimierza Wyki. I to był kolejny przełom. Poznałam bliżej postać samego poety, ale też: zaczęłam lepiej rozumieć jego wiersze. Kazimierz Wyka pokazał mi, jak je czytać. Więc czytałam znów, od początku.

Przyszło liceum. Po lekcjach zachodziłam często do antykwariatu przy Starym Rynku (było po drodze!). Pewnego lutowego popołudnia trafiłam tam na dwa grube tomiki: Baczyński, „Utwory zebrane”! A więc wszystko, co napisał. WSZYSTKO!!! Wróciłam do domu szczęśliwa, niosąc w plecaku cenne trofeum. I znów czytałam. Czytałam i czytałam.

Czytałam Baczyńskiego, czytałam o Baczyńskim. Wynajdywałam w antykwariacie kolejne tytuły do gromadzonej biblioteczki, takie jak np. poniższa podobizna edycji rękopiśmiennej:

Szukałam, tropiłam, oburzałam się na krytyków i współzachwycałam się z miłośnikami jego twórczości. Cieszyłam się, spotykając na swojej drodze kolejnych rozczytanych w niej ludzi i widząc, że mam tyle bratnich poetyckich dusz.

Minęło wiele lat od tamtej lekcji polskiego, a poezja Baczyńskiego wciąż jest ze mną. Myślę o niej, jak o darze. Nie do końca wiem, dlaczego tak się stało, że od pierwszych chwil wpasowała się we mnie tak, jakby miała tam swoje specjalne miejsce, które czekało na nią od zawsze. Myślę też, że w ogromnej mierze to ona nauczyła mnie patrzeć na świat. Zresztą może to jest najpiękniejsze w poezji w ogóle: że jest jak mikroskop – a czasem jak luneta, która przybliża sprawy pozostające poza naszym zasięgiem. Przybliża, pomaga zrozumieć i zauważyć to, co nam umyka albo czego nie umiemy nazwać, nawet jeśli to czujemy.

Cudowna sprawa, poezja! Ciągi zwykłych słów, które stają się absolutnie niezwykłymi pakuneczkami uczuć, obrazów i myśli.

Z wdzięcznością, ale i z niegasnącym żalem, że straciliśmy go – my, czytelnicy – przedwcześnie, myślę więc dzisiaj o Krzysztofie Kamilu Baczyńskim, w setną rocznicę jego urodzin, u początku roku, któremu patronuje.

.

Których nam nikt nie wynagrodzi
i których nic nam nie zastąpi,
lata wy straszne, lata wąskie
jak dłonie śmierci w dniu narodzin.

Powiedziałyście więcej nawet
niż rudych burz ogromne wstęgi,
jak ludzkie ręce złych demonów
siejące w gruzach gorzką sławę.

Wzięłyście nam, co najpiękniejsze,
a zostawiły to, co z gromu,
aby tym dziksze i smutniejsze
serca – jak krzyż na pustym domu.

Lata, o moje straszne lata,
nauczyłyście wy nas wierzyć,
i to był kostur nam na drogę,
i z nim się resztę burz przemierzy.

Których nam nikt nie wynagrodzi
i których nic nam nie zastąpi,
lata – ojczyzno złej młodości,
trudnej starości dniu narodzin.

Bogu podamy w końcu dłonie
spalone skrzydłem antychrysta,
i on zrozumie, że ta młodość
w tej grozie jedna była czysta.

24.III.44 r.

Lokomotywa

Otóż i miłe wejście w nowy rok!

Wystartowała Lokomotywa!

Na liście nominacji w tym wyjątkowym plebiscycie znalazły się aż dwie książki, w których powstaniu maczałam ręce (jednakże nie bez udziału głowy!):

  • O kolędach. Gawęda – w kategorii Od A do Z

.

  • Była raz starsza pani Abnera Graboffa w moim tłumaczeniu – w kategorii Przekład

Obie pozycje opublikowało Wydawnictwo Kropka.

.

Dziękuję Lokomotywie za miłe wyróżnienie, które bardzo cieszy!

Czytelnicy mogą głosować na wybrane tytuły do 31 stycznia, do czego zachęcam, bo warto wspierać dobre książki. A wśród nominacji (jest ich aż 60, pogrupowanych w 6 kategoriach) znajdziecie takich mnóstwo!

Głosować można TUTAJ.

Trzech Króli

Krzysztof Kamil Baczyński

BALLADA O TRZECH KRÓLACH

Tajemnicę przesypując w sobie
jak w zamkniętej kadzi ziarno,
jechali trzej królowie
przez ziemię rudą i skwarną.

Wielbłąd kołysał jak maszt,
a piasek podobny do wody;
i myślał król: „Jestem młody,
a nie minął mnie wielki czas.

I zobaczę w purpurze rubinów
ogień, siły magiczny blask;
może stanę się mocniejszy od czynów
przez ten jeden, jedyny raz”.

Tygrys prężył siłę jak wąż,
mięśnie w puchu grały jak harfa.
Na tygrysie jechał drugi mąż,
siwą grzywę w zamyśleniu szarpał.

„Teraz – myślał – po latach tylu,
gdy zobaczę, jak płomienie cudu drżą,
moje czary skarbów mi uchylą,
moje wróżby nabiegną krwią.

Ziemia pełna jak złoty orzech,
pęknie na niej skorupy głaz,
usta jaskiń diamentowych otworzy
przez ten jeden, jedyny raz”.

Trzeci król na rybie
wielkiej jak wyspa jechał
przez stepy podobne szybie
błękitnej pod wiatru miechem.

Nucił: „Po latach stu
kwiat początku i końca ogień
w jedno koło związanych nut
gdy zobaczę, sam się stanę Bogiem.

W suche liście moich ciemnych ksiąg
spłynie mądrość odwiecznych gwiazd
i osiądzie w misie moich rąk
przez ten jeden, jedyny raz”.

A w pałacach na lądach zielonych,
co jak sukno wzburzonej fali,
mieli króle trzej błękitne dzwony,
w których serca swe na co dzień chowali.

A tak śpiesznie biegli, że w pośpiechu
wzięli tylko myśli pełne grzechu.

Więc uklękli trzej królowie zadziwieni,
jak trzy słupy złocistego pyłu,
nie widzący, że się serca trzy po ziemi
wlokły z nimi jak psy smutne z tyłu.

I spojrzeli nagle wszyscy trzej,
gdzie dzieciątko jak kropla światła,
i ujrzeli, jak w pękniętych zwierciadłach,
w sobie – czarny, huczący lej.

I poczuli nagle serca trzy,
co jak pięści stężały od żalu.

Więc już w wielkim pokoju wracali,
kołysani przez zwierzęta jak przez sny.

Wielbłąd z wolna huśtał jak maszt,
tygrys cicho jak morze mruczał,
ryba smugą powietrza szła.

I płynęło, i szumiało w nich jak ruczaj.
Powracali, pośpieszali z wysokości
trzej królowie nauczeni miłości.

9.III.44 r.

_

il.: John Duncan, The Adoration of the Magi, 1815

Rok 2020 – może nie taki zły…

Nareszcie! Dziwny rok 2020 dobiega końca – czas więc na podsumowanie.

Dla mnie jest ono znaczące dlatego, że to więcej niż podsumowanie minionych dwunastu miesięcy, które, nawiasem mówiąc, okazały się (wbrew sytuacji zewnętrznej) dobre, ważne i owocne. To także podsumowanie minionej dekady, a nawet – piętnastu lat.

Najpierw jednak – 2020 był rokiem publikacji nowych książek: dwóch własnych (Przepowiednia, O kolędach. Gawęda), również własnej baśni (O rybaku, który szukał księżyca; tekst trafił do antologii Kociołek opowieści) – i jednej książki stworzonej we współautorstwie z Mamą MM (Na Jowisza! Uzupełniam Jeżycjadę).

Był to również rok wydania nowych przekładów (Nierozłączki. I jak tu być grzeczną?, Nierozłączki. Skazane na balet, Była raz starsza pani, Co potrafią koty?), rok nowych pomysłów – ale też istotnych zmian i decyzji.

Zatem – rok ważny pod każdym względem!

Jakby tego było mało, w marcu 2020 obchodziłam jubileusz pracy twórczej 🙂 Wtedy właśnie minęło równe 10 lat od mojego literackiego debiutu! To w marcu 2010 bowiem ukazało się pierwsze wydanie Srebrnego dzwoneczka.

Od tego czasu napisałam dwanaście książek (w tym jedną, wspomnianą wyżej, razem z Mamą MM) oraz mniejsze teksty zamieszczone w dwóch antologiach: Sylaboratorium i Kociołek opowieści.

Nadchodzący rok przynosi kolejny jubileusz – w 2021 minie 15 lat od mojego pierwszego wydanego przekładu (niewydanych było więcej – tłumaczyłam bowiem już dużo wcześniej, na domowe i własne potrzeby…).

Do dzisiaj ukazało się czterdzieści jeden przełożonych przeze mnie tytułów. Tłumaczyłam utwory współczesne – ale i klasykę literatury. Znalazły się tu zarówno wielotomowe i wielostronicowe powieści, jak i małe powiastki oraz serie dla młodszych czytelników, a ostatnio także – wierszyki dla tych całkiem niedużych.

To oczywiście nie koniec!

Jesienią skończyłam pisać nową powieść dla młodych czytelników. Tekst jest już po redakcji i zdaje się, że właśnie powoli powstają do niego ilustracje i okładka…!

Książka ukaże się w 2021 roku.

Skończyłam też kolejne pięć przekładów – one również zostaną wydane w najbliższych miesiącach.

Styczeń leży więc przede mną jak nowy, czysty zeszyt, który tylko czeka na zapisanie. Wszystkie stare projekty zamknęłam przed końcem roku i teraz mogę się wziąć za zupełnie nowe! A jest ich niemało.

Na początek, 1 stycznia, zasiadam do pracy nad następną książką. I zaczynam kolejny pracowity sezon!

A co on przyniesie i jak będzie wyglądało jego podsumowanie? To się jeszcze zobaczy 😉

W każdym razie teraz, po dziesięciu (i zarazem niemal piętnastu) latach pracy, mogę powiedzieć z czystym sumieniem: czuję, że dokonałam dobrego wyboru. Lubię to, co robię, lubię pisać (i tłumaczyć) dla Was! Lubię kontakt z Wami, Czytelnikami, cieszy mnie, że jest Was coraz więcej, cieszy mnie Wasz żywy i stały odzew i to, że chcecie, bym pisała dalej. I będę pisała, bo pomysłów mam na co najmniej najbliższe dziesięć lat!

Czuję się spełniona i szczęśliwa – choć wciąż chcę sięgać, gdzie wzrok nie sięga, doskonalić się i stawiać czoła nowym wyzwaniom. Wiem, że tak naprawdę ta miniona dekada to dopiero początek – dużo pracy jeszcze przede mną!

A na sam koniec – najważniejsze:

dziękuję Wam, Czytelnicy, że jesteście – bo bez Was przecież wszystko to nie miałoby żadnego sensu!

dziękuję moim Wydawcom, za sprawą których wszystkie książki i przekłady spływające z mojego biurka mogą trafić w ręce czytelników;

dziękuję Bibliotekarzom i Nauczycielom – tym, których spotkałam na swojej drodze i tym, których nie miałam jeszcze przyjemności poznać; wszystkim, których wsparcie niejednokrotnie czuję i którzy dbają o to, żeby Dzieci chciały, lubiły i miały potrzebę czytać książki!

dziękuję moim Bliskim – poza milionem innych spraw, zupełnie niezwiązanych z pracą, także za: wyrozumiałość i kibicowanie; za to, że utwierdzają mnie w ważnych decyzjach, udzielają cennych rad, dodają otuchy w chwilach zwątpienia, wyręczają w domowych obowiązkach, kiedy termin oddania tekstu lub tzw. natchnienie przykuwa mnie do biurka i cierpliwie wołają na kolację, kiedy w amoku, z niemal niewidzącymi już oczami i strzykającym kręgosłupem, siedzę dwunastą godzinę przed monitorem 😉

DZIĘKUJĘ Wam wszystkim! I mam nadzieję, że jeszcze wiele wspaniałych, wspólnych książkowych przygód przed nami!

Boże Narodzenie 2020

Mili Czytelnicy!

Z okazji zbliżających się świąt Bożego Narodzenia, które dla niektórych z Was mogą być nieco inne od poprzednich (oby w jak najmniejszym stopniu!), chcę Wam życzyć spokoju, niesłabnącej nadziei, równowagi duchowej i umiejętności odróżnienia rzeczy naprawdę ważnych od tych mniej ważnych (i zupełnie nieważnych!).

Niech te Narodziny, na które czekamy, przyniosą nam wszystkim radość i światło!

___

ilustracja: Taddeo Gaddi (1290-1366), Narodziny Jezusa